Dość bijatyki na lewicy

Z MARKIEM DYDUCHEM, szefem Komisji Konsultacyjnej Kongresu Porozumienia Lewicy, rozmawia Krzysztof Lubczyński ("Trybuna" 3.10.2008)

Do czego dąży wasz ruch i czego spodziewacie się po sobotnich obradach Walnego Zgromadzenia Kongresu Porozumienia Lewicy?
– Dążymy do tego, by lewica usiadła do jednego stołu, bez względu na wzajemne uprzedzenia i bez względu na błędy popełnione w przeszłości przez poszczególne osoby i ugrupowania. Chodzi o merytoryczną, zwróconą w przyszłość rozmowę na polskiej lewicy. Chodzi o to, by nie była to rozmowa uwikłana w bieżącą politykę, lecz by była skierowana na prace strukturalne, strategiczne. Nasza idea, to rozmawiać bez uprzedzeń i pod hasłem: ,,Wszystkie ręce na pokład''. Skończyć z wzajemnymi pretensjami, fochami i zacząć rozmawiać. Składamy propozycję całej lewicy polskiej, bez wyjątku.
 
Dlaczego podkreślacie, że nie jesteście partią, lecz ruchem społeczno-politycznym?
– Powoływanie nowej partii, przy obecnym rozdrobnieniu, uważamy za przedwczesne. Poza tym chcemy rozmawiać nie tylko o lewicy, ale w ogóle o przyszłości Polski. Prawica próbuje wypchnąć lewicę z tej przestrzeni, którą uważa prawem kaduka za swoją domenę. Nie godzimy się na to. Polska jest także nasza i my także bierzemy za nią odpowiedzialność. Prawica nie ma na Polskę monopolu. I nie będzie miała. Tradycje polskiej lewicy, także patriotyczne, są bardzo bogate i sięgają schyłku XVIII wieku, więc nie damy się zmarginalizować i napiętnować.

Czy jednak do kogoś jest wam bliżej, a do kogoś trochę dalej?
– Nie. Skierowaliśmy zaproszenie do wszystkich podmiotów na lewicy, zarówno do Sojuszu Lewicy Demokratycznej, jak i do Włodzimierza Cimoszewicza, Socjaldemokracji Polskiej, Unii Pracy, Polskiej Partii Pracy, związków zawodowych, spółdzielców, przedstawicieli ludowego Wojska Polskiego, do prezydenta Jacka Majchrowskiego z Krakowa, który buduje na lewicy strukturę samorządową, do profesora Adama Gierka i innych. Żadnych barier. No, z wyjątkiem ,,Samoobrony'', w której programie jest co prawda wiele lewicowości, ale która musi rozliczyć się uczciwie z tego złego, co się w niej stało.

Spodziewacie się, że wszyscy przyjmą to zaproszenie?
– Mamy taką nadzieję. I zaznaczam od razu, że nie uzurpujemy sobie aspiracji przywództwa na lewicy. Nasza idea i jedyna ambicja to zapoczątkować debatę, być spoiwem organizacyjnym. Do tej pory jakoś nikt nie chciał się tego podjąć.

Tylko czy da się uniknąć rywalizacji o przywództwo?
– Moim zdaniem nie ma o co walczyć. SLD ma swoją znaczącą pozycję, bo ma klub parlamentarny, ale i swoje problemy. Partia Leszka Millera, Polska Lewica, jest w zarodku. Marek Borowski nie zbudował silnych struktur SdPl, ale za to wniósł pewien dorobek myślowy. To wszystko trzeba zebrać wokół osi porozumienia. Ono nie musi się dokonać tylko wokół Kongresu Porozumienia Lewicy, ale w ogóle na lewicy.

Czy fiasko koncepcji Lewicy i Demokratów jest dla was punktem odniesienia i przestrogą?
– Jest i dlatego właśnie nie proponujemy partii politycznej. To, co my proponujemy, to odejście od błędu polegającego na tym, że wszystkie ugrupowania lewicowe szukały różnic dzielących je od SLD. Powtarzanie, że SLD jest zły i wszystkiemu winny przyczyniało się do osłabienia tej marki. A przecież jest to jedyna dziś marka grająca na giełdzie politycznej. To był błąd. Powinniśmy więc zrezygnować z budowania lewicy na alternatywie wobec Sojuszu. On ma swój dorobek, który trzeba uszanować, bo jest on wpisany w nurt polskiej lewicy, ale i polskiego społeczeństwa. Ja nie chcę się odcinać od SLD, bo błędy, jakie Sojusz popełnił, dokonały się także przy moim udziale. Doznałem przykrości od kolegów z SLD, ale nie zamierzam się gniewać. Jeśli nie dokonamy bilansu i nie pójdziemy do przodu, to nasz kraj na długie lata będzie ogarnięty przez skrajną prawicę, zmierzającą do osłabienia pozycji Polski w Unii Europejskiej, prawicę kierującą się ciągle ku przeszłości. Będzie brakowało niezbędnej przeciwwagi.

Jakie kwestie chcecie bardziej akcentować: ekonomiczne czy ideowo-obyczajowe, czy też chcecie stawiać je na równi?
– Chciałbym budować przede wszystkim koncepcje strategiczne, bo dziś lewica uwikłana jest w bieżące walki o różne sprawy, które narzuca nam prawica. Dla lewicy powinna być np. ważna kwestia wejścia Polski do strefy euro. My szacujemy, że ten ruch może spowodować popadnięcie wielu Polaków w biedę, a nawet w nędzę, bo wszystko zdrożeje. Dlatego ten ruch musi być bardzo przemyślany, a jego dokonanie powinno być poprzedzone poprawą warunków życia Polaków już teraz, aby ich przygotować na wejście euro za kilka lat. Musimy też solidnie przemyśleć nasz sposób obecności w Unii Europejskiej i wykorzystania unijnych środków. Czy my sobie zdajemy sprawę, że już prawie 20 lat upłynęło od początku przemian? Nie dajmy się wciągać w bieżącą bijatykę, w bieżące połajanki. Poza tym trzeba przygotować strategię na kolejne wybory, tak by nie ograniczała się do tego, że tuzy lewicowe będą myśleć tylko o tym, by dostać się do Parlamentu Europejskiego. Słowem – my chcemy stworzyć realną przeciwwagę.

Czy na sobotnim Walnym Zgromadzeniu Kongresu będziecie się też zajmować kwestiami związanymi z obecnością Kościoła katolickiego w życiu publicznym?
– Tak, ale uważam, że lewica powinna przede wszystkim określić, co rozumie pod pojęciem państwa świeckiego, łącznie z religią w szkołach, finansowaniem spraw kościelnych i problemem mieszania się Kościoła do polityki. Nie chodzi o walkę z Kościołem, bo ona jest głupia i niepotrzebna, lecz o spokojne budowanie państwa świeckiego. Ruch wykonany przez Grzegorza Napieralskiego jest godny uznania, choć szkoda, że Sojusz, jako całość, dopiero teraz zdecydował się na jasne postawienie spraw, bo gdyby zrobiono to wcześniej, to bylibyśmy dziś w innym miejscu.

A sprawy zagraniczne?
Jesteśmy przeciwni uczestnictwu polskich żołnierzy w wojnach imperialistycznych, tarczy antyrakietowej, bo to służy nie Polsce lecz wielkim grupom kapitałowym, które za tym stoją. Jesteśmy przeciw wojowniczej retoryce antyrosyjskiej, jesteśmy za szeroką współpracą w ramach Unii Europejskiej.

A kwestia odniesienia do państwa socjalnego?
– To jest dla nas kluczowa sprawa. Wielu boi się tego określenia, nie wykluczając części ludzi lewicy. Przez 19 lat mówiono, czego Polakom nie można dać, co im się nie należy. Dziś trzeba mówić, co im można dać, co im się należy. Tym bardziej, że ostatnie wydarzenia pokazują, że wynoszona pod niebiosa, jako rzekomo jedynie słuszna, droga neoliberalna w gospodarce prowadzi w ślepy zaułek, prowadzi do kryzysów i że musi być mądrze korygowana przez państwo. Co do szczegółów, to trzeba rozmawiać o mieszkaniach socjalnych dla tych, których nie stać na kupienie mieszkania na rynku, o miejscach pracy, o płacy minimalnej, o warunkach płacy i pracy w firmach prywatnych, choćby w supermarketach, o płacach w sferze budżetowej. I dość już bijatyki politycznej oraz wykluczania Polaków, którzy byli aktywni w socjalizmie.

Dziękuję za rozmowę.