| Refleksje uczestnika II Kongresu Porozumienia Lewicy |
|
Nawiązuję do Kongresu, który odbył się 4 października br. Różnił się on diametralnie od poprzedniego. Na pierwszym Kongresie panowała na sali tak euforia, która mnie przerażała, że tak poważną sprawę dzisiejszej lewicy uczestnicy przyjmują z taką beztroską. Ten obecny Kongres odbywał się z dużą powagą. Mam nadzieję, że uczestnicy zrozumieli, że tę sprawę należy traktować poważnie, jako walkę o swój byt na tej ziemi. Na Kongresie był odczytany list od przewodniczącego Sojuszu Lewicy Demokratycznej, w którym stwierdził, że jego partia jest gotowa do współpracy z Kongresem, jednak nie może on budować swojej pozycji na krytyce SLD. Ja tę treść odczytaną przez panią M. Ostrowską zrozumiałem tak, że pan Grzegorz Napieralski stawia warunek: przyjmiemy każdego, ale na naszych warunkach – nie wolno mówić prawdy. Mówienie prawdy nie jest krytyką, chociaż często jest bolesna. Pan Napieralski prawdopodobnie myśli, że jak będzie pięknie mówił, to wyborca musi uznać, że jest to prawda. Obecni przywódcy partii powinni korzystać z czasu przeszłego i analizować wypowiedzi decydentów, czy były dobrze przyjmowane przez wyborców. Pan Napieralski powinien brać przykład z poprzednich wyborów do Sejmu. Za przyjęcie do koalicji partii liberałów, które razem utworzyły „sektę” LiD, Sojusz zapłacił 10 mandatami mniej. Wyborcy nie krytykowali bezpośrednio Sojuszu, tylko nie poszli do wyborów lub poparli inne partie. Sojusz stracił 3,4 proc. głosów w ostatnich wyborach do Sejmu. Pomimo stawianych zastrzeżeń przez pana Napieralskiego myślę, że należy dążyć do federacji z Sojuszem, jeżeli nadal KPL ma zamiar uczestniczyć w wyborach. Samodzielnie nie radziłbym, KPL jest zbyt mało znaną organizacją. Do osiągnięcia pozytywnego wyniku potrzeba milionów wyborców. Połączenie się z Sojuszem będzie oknem na świat dla KPL, a w międzyczasie należy prowadzić przez miejscowych aktywistów szeroką dyskusję w terenie oraz analizować czy prowadzone spotkania przyczyniają się do zwiększenia elektoratu naszej organizacji. Jest też możliwe, że społeczeństwo-wyborcy po prostu nie chcą lewicy, bo to im stwarza kłopot, są atakowani przez szumowiny prawicy za poglądy lewicowe. Nie mogę tylko zrozumieć, że przy dzisiejszych warunkach tego co dzieje się w kraju, ludzie pracy najemnej nie potrafią się zjednoczyć. Przecież to nic nie kosztuje, wystarczy, aby ten temat, który dotyczy warunków codziennego życia i pracy przyjęli jako swój temat – cel, i wykorzystali swoje prawo wyborcze w głosowaniu. Ludzi pracy jest znaczna większość, jeśliby się zjednoczyli, nie byłoby innej siły, aby ten żywioł zatrzymać. Obecny świat wyglądałby zupełnie inaczej niż wygląda dziś. Jeden Kaczor nazwał ludzi pracy hołotą, ja dodałbym jeszcze, że jest to głupia hołota. Na przykład: obecne organizacje, stowarzyszenia i inne grupy o poglądach lewicowych powinny utworzyć federację i wszyscy posługiwać się kompromisem, a swoje „zabarwienia” można by uprawiać po uzyskaniu celu. Dzisiejsze mądrale chcą rządzić, tylko że brakuje im wyborców, Z mojej obserwacji wynika, że pan Napieralski ma w Sojuszu dużo przeciwników, jeżeli nie otrzyma szybko pomocy, będzie to strata dla lewicy. Józef Kleszcz Warszawa |
